Tagi


Strach nie może nami zawładnąć, to my musimy umieć nim władać… 

Stała naprzeciw bestii, która miała jakieś 5 metrów wysokości oraz 11 długości. Jej głowa przypominała bujną lwią grzywę na której znajdowały się dwa rogi, a nad oczami widniały wypustki. Ciało natomiast było wybiórczo owłosione.  Z ramion wyrastały jej skrzydła, a nogi zakończone były kopytami przypominającymi dwa grube palce, ogon przypominał jej węża, z tą różnicą że rozciągał się do niewiarygodnych rozmiarów. Brunetka przełknęła głośno ślinę gorączkowo myśląc co zrobić. Zamknęła oczy i zrobiła kilka głębokich wdechów.

Crystal Power Of Zephiru, Make Up!- krzyknęła. Sylwetka dziewczyny zaczęła emanować ciepłym i przyjemnym blaskiem, lodu by kilkanaście sekund później na jej miejscu stała czarodziejka. Potwór od razu wyczuł moc kryształu i zlokalizował jego położenie. Spojrzał na nią swoimi czerwonymi ślepiami, pełnymi grozy i nienawiści. Niespodziewanie w jej ręce pojawił się miecz ze złotą rękojeścią na, której widniał granatowy kryształ, zaczął błyszczeć tak samo szybko jak biło jej serce. Niespodziewanie zaczęła czuć dziwną moc, która zbierała się w jej ciele, a strach, który wcześniej odczuwała odleciał gdzieś wraz z mocniejszym podmuchem wiatru, który niespokojnie poruszył jej włosami. Srebrna stal zaczęła emanować niezwykłym bladym światłem. Dziewczyna zamknęła instynktownie oczy chwytając drugą ręką złotego trzonu. Jej ciałem zaczął panować spokój, a skołatane myśli zaczęły układać się w całość i dopasowywać niczym porozrzucane puzzle. Nie wiedziała dlaczego, ale w głowie usłyszała ciche wołanie o pomoc, było ciche niczym delikatny wiatr lub szelest kartek, jednak ona usłyszała je, zdziwiona otworzyła oczy i spojrzała na bestię, która nie poruszyła się. Czarodziejka niepewnie podeszła bliżej tego stworzenia, ono pochyliło swą wielką głowę, by lepiej móc się jej przyjrzeć, a w jego oczach nie było już grozy, ani nienawiści lecz strach. Przed czym? Do tej pory ciche wołanie o pomoc był coraz mocniej odczuwalne w głowie młodej wojowniczki. Już miała wyciągnąć dłoń ku niej jednak…

-Walczę o miłość i sprawiedliwość! Jestem piękną wojowniczką w marynarskim mundurku – Sailor Moon! Ukarzę cię w imieniu Księżyca!- bestia momentalnie uniosła wielki pysk w kierunku skąd dobiegał krzyk. Dziewczyna w ostatniej chwili odskoczyła od niej unikając ataku ze strony bestii i tak samo jak ona skierowała tam swoje oczy. Ujrzała wysoką szczupłą kobietę o długich blond włosach. Miała na sobie mundurek bardzo podobny do niej jednak jednocześnie inny, dopiero po chwili zauważyła iż na jej plecach znajdują się białe skrzydła.

♦ ♦ ♦ 

Kiedy dostrzegłam na jej plecach skrzydła coś mi się przypomniał jednak nie mogłam sobie uświadomić co to było, kątem oka zauważyłam jak potwór zaczyna biec w jej stronę i wiedziałam że tak kobieta przerwała więź łączącą mnie z nim. Instynktownie wbiłam miecz w ziemię, uklękłam na kolana po czym w mojej głowie pojawiły się odpowiednie słowa. Chilled Cover. Wyszeptałam te słowa cicho, powoli i z namaszczeniem tak jakby od nich zależało moje życie. Kilka sekund później poczułam dziwny chłód bijący od ziemi, a raczej od tego co z niej pozostało. Pisnęłam przerażona tym co zrobiłam. Patrzyłam na to jak lód zaczyna pokrywać wszystko dookoła nie miałam pojęcia co zrobić, a strach i panika zaczynały władać moim ciałem. Do moich uszu dochodziły jakieś głosy jednak nie rozumiałam ich sensu.

-Sailor Zaphir!- odwróciłam głowę w stronę skąd dobiegał głos. Od razu rozpoznałam Rairo. Jednak nie podbiegłam do niej bo strach sparaliżował mnie tak bardzo iż nie mogłam się poruszyć.

-Nie wiem co robić.- szepnęła cicho boją się czy mnie usłyszy. Widziałam jak podbiega w moją stronę.

-Skup się na Chimerze. Musisz przestać się bać bo nie zapanujesz nad tą mocą.- powiedziała zdyszana. Ja tylko kiwnęłam głową. Uklękłam jeszcze raz przed mieczem. Złapałam go za trzon, a swoje myśli skupiłam na bestii. Nie wiem ile czasu byłam w takiej pozycji jednak musiałam tak siedzieć wystarczająco długo ponieważ kiedy otworzyłam oczy lód który pokrywał wszystko dookoła znikną, a bestia która pobiegła w stronę czarodziejki była zamknięta w krysztale.

-Teraz powtórz za mną.Crystal Power of Destruction!– wyjęłam miecz z ziemi i złapałam go rękoma, a ostrze wykierowałam w stronę kryształu. Całą swoją uwagę skierowałam w jego centrum.

Crystal Power of Destruction!- Stal miecza zaczęła połyskiwać, coraz jaśniejszym światłem tak iż trzeba było zamknąć oczy. W uszach słyszałam jak kotka mówi mi żeby była całkowicie skupiona na potworze. Kryształ pękł na miliardy drobnych kawałków, a wiatr zaczął porywać je w różne strony, w tej samej chwili poczuła jak coś w niej zaczyna się kruszć…

♦ ♦ ♦

Mitsuki szła szarym chodnikiem w stronę domu, po jej lewej stronie towarzyszyła jej szara kotka mówiąca o tym że będą musiały potrenować nad jej mocami jednak myśli dziewczyny krążyły w zupełnie innym kierunku. Raito kiedy zauważyła iż jej nie słucha ucichła myśląc że dziewczyna nadal myśli o niedawno stoczonej bitwie. Kotka miała rację jednak nie do końca. W głowie dziewczyny nadal odbijał się ten cichy głos, a uczcie które nie opuszczało jej od czasu gdy kryształ wraz z Chimerą rozbił się na proch.

-I kogo to widzą moje piękne oczy?- z zamyśleń wyrwał ją czyjś głos, nie rozpoznała go więc niespokojnie obejrzała się dookoła, nie zauważyła jednak nikogo. W tej chwili usłyszała jak coś cicho spada na ziemię, gwałtownie odwróciła się.

-Skąd się  tu wziąłeś?- zapytała zdziwiona, kiedy go rozpoznała, co nie było takie trudne zważywszy na niespotykany kolor jego oczu. Stał oparty o drzewo, które rosło przy chodniku, z rękami w kieszeni. Mimo to iż był w cieniu zauważyła zadziorny uśmiech na jego twarzy.

-Szedłem do domu.- odpowiedział, wyprostowując się. Podszedł do niej, powolnym krokiem. Dopiero kiedy dzieląca ich odległość wynosiła mniej niż dwa metry zauważył szarą kotkę.

-Lubisz koty?- zapytał znienacka, kucając i delikatnie głaszcząc kotkę, a ta wydała z siebie ciche mruczenie. Mitsuki nie wiedziała co myśleć o nim.

-Tak.- odparła cicho, a wzrok utkwiła w czubkach swoich czarnych butów tak jakby było w nich coś interesującego. Chłopak gwałtownie wstał i popatrzył w stronę w którą wcześniej podążała.

-Mogę Cię odprowadzić. Mam po drodze.- ostatnie zdanie wypowiedział szybciej, kiedy zauważył jak dziewczyna otwiera usta. Westchnęła dając mu do zrozumienia iż zgadza się na to. Spojrzała na kotkę, która najwyraźniej nie była z tego zadowolona.

-Mitsuki? Co to jest Księżycowy Ball?- zapytał patrząc na niebo, które było przysłonięte ciemnymi chmurami.

-Jak głosi legenda, jest to Ball na, którym Księżycowa Księżniczka, potajemnie się pojawiła i poznała Księcia Ziemi w którym szaleńczo się zakochała…

-Ale nie mogli żyć razem wiec przebiła swe serce Świętym Mieczem.- dokończył za nią. Zdziwiona spojrzała na niego. Ten tylko uśmiechną się delikatnie.-Nie powinno czasem państwo urządzać takiej imprezy?

-Kiedyś tak było, ale przestano…

-Więc wasza szkoła postanowiła organizować ten Ball.- dokończył za nią. Brunetka zdenerwowała się tym, nie lubiła gdy ktoś jej przerywał.

-Skoro wszystko wiesz to czemu się mnie o to pytasz?-zapytała nie kryjąc swojej frustracji. Spojrzała na niego gniewnie spod przymrużonych oczu.

-Żeby się upewnić.- wzruszył ramionami tak jakby się nic nie stało. Kou przyśpieszyła wymijając go i skręcając w boczną uliczkę na której znajdował się jej dom.

-Nie jestem Punktem Informacyjnym!- krzyknęła zamiast pożegnania, a kiedy zniknęła mu z pola widzenia zachichotał cicho rozbawiony jej reakcją.

 ♦ ♦ ♦

Szła szybko tak iż kotce trudno było za nią nadążyć. Z ust brunetki co chwila wylatywały jakieś przekleństwa pod adresem niedawno spotkanego chłopaka.

-Mitski!- upomniała dziewczynę nie kryjąc swojego oburzenia zachowaniem nastolatki. Ta przestała jednak nie spojrzała na futrzaka. Obie szły w milczeniu jednak jej to nie przeszkadzało bo jej dobry humor prysł niczym bańka mydlana, a to dziwne uczcie w sercu powróciło. Kiedy poczuła zimno przyspieszyła kroku.

-Musisz wejść do domu po drzewie i wskoczyć przez okno, ale tak żeby rodzice się nie dowiedzieli.-szepnęła tak jakby sama do siebie jednak kotka usłyszała to i pokiwała głową na znak że rozumie. Kiedy zwierzątko zniknęło Mitsuki wzięła głęboki wdech i weszła do domu. Jeszcze nie otworzyła st by zawiadomić resztę iż wróciła, a blondwłosa kobieta uściskała ją.

-Ma…mamo?- zapytała próbując wyrwać się z żelaznego uścisku matki.

-Tak bardzo się o ciebie martwiłam.- szepnęła przez łzy. Brunetka tylko westchnęła, zrezygnowana. Wiedziała że jej rodzicielka to beksa najgorsza z najgorszych jednak to czasami bywało uciążliwe  tak jak w tej sytuacji.

-Ale nic mi się nie stało.- powiedziawszy to udało się jej wyswobodzić z matczynego objęcia i pobiec na górę. Zamknęła drzwi swojego pokoju na klucz i oparła się o nie plecami.

-Mi?- zapytała kotka, którą dopiero teraz zauważyła.

-Co?

-Co oznacza ten rysunek?- zdziwiona podeszła do biurka na którym stało zwierzątko i krytycznie przyjrzała się mu. Przechyliła głowę na lewą stronę.

-Chyba ogród, przyśnił mi się i postanowiłam go narysować.- wzruszyła ramionami nie widząc w tym nic dziwnego.

Królewski ogród pomyślała Raito przyglądając się rysunkowi wiedziała że nie ma tu mowy o pomyłce. Nie było innego choć w ułamku doskonałego kryształowego ogrodu w całej Galaktyce.

Dzień mijał dziewczynie bardzo powoli. Późnym wieczorem w radiu usłyszała że lekcje są odwołane przez tydzień oburzyła się, myśląc jak zdąży zorganizować Księżycowy Ball. W końcu kiedy przekonała się że już nic nie wymyśli ułożyła się do łóżka i zasnęła.

Przede mną stała białowłosa kobieta, jej włosy uczesane były w stylu Odango, a od jej aury biła siła i władczość. Cerę miała delikatnie zaróżowioną, delikatne rysy twarzy, a na różowych ustach widniał delikatny uśmiech.

-Tak bardzo się cieszę iż w końcu mogę cię spotkać.- kobieta delikatnie objęła mnie, jednak zaraz puściła najwidoczniej widząc moje zmieszanie.

-Wybacz, jednak nigdy nie przypuszczałam że spotkam córkę Serenity.- szepnęła patrząc na mnie, jednak ja nie zrozumiałam ani słowa.

-Ale ja nie jestem córką Serenity, moja mama nazwa się Usagi.- białowłosa zaśmiała się słyszą moje słowa. Jednak nagle urwała, a jej twarz przybrała smutny wyraz.

-Przepraszam, nie przyszłam tu by tłumaczyć ci twego pochodzenia lecz ostrzec.

-Przed czym?- mój głos zaczął drżeć, a serce szybciej bić.

-Pewnie nie wiesz jednak już wcześniej istniały wojowniczki walczące o miłość i sprawiedliwość. Jednak nastały nowe czasy, a wróg jest znacznie silniejszy. Dlatego zostałaś przebudzona ze swego snu, jednak nie jesteś jedyną Kryształową Wojowniczką. Jest ich jeszcze trzy, ale jedna zdradzi was.

-Gdzie mogę je znaleźć i która, oraz dlaczego ma mnie zdradzić?- czułam jak drżę na całym ciele. 

-Nie mogę ci powiedzieć wszystkiego, jednak mam coś co może ci pomóc.- wystawiła ręce przed siebie. Nagle pojawiła się tam książka. Jej okładka była z lazurowego kryształu, a strony wydawały się nowe. Wzięłam ją do ręki.

-Może ci ona pomóc. Za każdym razem kiedy będziesz potrzebowała pomocy, ona ci odpowie, ale zagadką można wręcz powiedzieć rymowanką, którą będziesz musiała rozwiązać.

-Dziękuję…- przerwałam nie wiedząc jak mam się do niej zwrócić, kobieta uśmiechnęła się ciepło.

-Babciu.

-Babciu.-powtórzyłam. Jednak dopiero po chwili uświadomiłam sobie znaczenie tego słowa. W tym czasie białowłosa zniknęła, a ja poczułam ciepłe promienie slończa na twarzy budząc się z tego dziwnego snu…

Dedication

Reklamy